O AutorzeEva Łaskarzewska

(Nie) idealna córka idealnego Ojca. Świadoma swoich pustych rąk i tego, że wszystko jest łaską. Wyznaje zasadę "ora et labora".

Młodszy i spółka

1

Kiedyś Kondzixowi zdarzyło się napisać coś mądrego:

Wiesz co mnie dzisiaj poruszyło? To, że Pan naprawdę całą swą chwałę objawił prostaczkom, a nie uczonym. Można pisać wielkie wywody, można być ekspertem w  dziedzinie teologii, można prawić mądrości na każdy temat, mówić górnolotne kazania. Można znać drogę do Boga, ale nią nie iść. Iść znaczy żyć. To jest właśnie cała prawda Ewangelii. Chwała Boża objawia się w życiu. W małych sprawach, w poruszeniach, w radościach, w upadkach, w zawierzeniu. Życie pełne wiary, życie z twarzą zwróconą ku Bogu. Każdy krok stawiany z Nim. On Jest. Wystarczy żyć. Wystarczy pragnąć. To takie proste. Prościej się nie da. Ale On nas umiłował…

Pewnej nocy, gdy szliśmy z Grześkiem przez rozświetlone blokowisko wyrwało mi się chyba jedno z najszczerszych ostatnio zdań: „bo wiesz, ja tak często myślę że te wszystkie moje rozkminy.. te wszystkie lajkowane przez dziesiątki ludzi komentarze to śmieci są..”. Dużo gadam, ale czy tym żyje? Dużo piszę, ale czy to jest prawdziwe? Codzienny rachunek sumienia robi się sam przy każdorazowej konfrontacji ze słowem wypowiedzianym i przeżytym. Są momenty, gdy patrzę na te swoje wypociny i mam ochotę skasować jednym naciśnięciem klawisza na „d”.  Znam drogę. Jestem ekspertem. Dla niektórych jestem „big star wiary”. Guzik prawda. Faryzeusze też byli. I co z tego? Nie zauważyli Tego, Który przyszedł. Ukochany przeze mnie wariat Paweł (wcześniej Szaweł) też był mega ekspertem i co? Może też jak na owe czasy posiadał „dr” przed nazwiskiem. I dopiero dopiero, gdy prawdziwie pierdzielną na ziemię (bo raczej asekurowany upadeczek to nie był nawet jeśli nie upadł fizycznie) i spotkał Jezusa jego życie naprawdę nabrało sensu. On DOŚWIADCZYŁ. I w końcu zaczął żyć, a nie tylko „siać grozę i dyszeć żądzą zabijania uczniów Pańskich”.

Modlę się o DOŚWIADCZENIE, nawet jeśli przy nim porządnie się potłukę. Wolę się potłuc niż iść droga, w której tylko będę dużo gadać. Wiara bez uczynków jest martwa.

Pociesza mnie tylko myśl, że i Szaweł przesiedział swoje w totalnej ciemności, zanim stał się Pawłem. A skoro siedział w ciemności, to nie raz się potłukł. Może właśnie do takiego poobijanego Szawła przyszedł Ananiasz z Bożym uzdrowieniem a on odzyskał wzrok. Słitaśny koniec? Skądże. Jedno zdanie, które tyle razy przeoczyłam a dziś pojawiło się jak grom z jasnego nieba: „I pokażę mu, jak wiele będzie musiał wycierpieć dla mego imienia.” Na jednym potłuczeniu się nie skończy.. Zaryzykujesz?

Ciągle zadziwia mnie to, jaki Jezus jest konkretny. Życiowy. Prawdziwy realista. Nie jakiś fruwający myślami w obłokach, ale facet  stojący obydwoma nogami na ziemi. Ukazując się zmęczonym uczniom po zmartwychwstaniu daje im jeść. W Kanie rozmnaża wino.  Krami tłumy chlebem. Ostatnio czytając mój ukochany fragment z Ewangelii św.Marka (5,21-43) też dostrzegłam nie zauważane dotąd zdanie ” i polecił, aby jej dano jeść”. Naprawdę patrzy na nasze najbłahsze potrzeby. Widzi człowieka potrzebującego znaków.

Konkret Eucharystii. Ciało i krew. Widzialne postaci. Prawdziwy Pokarm, prawdziwy Napój. Prawdziwy Jezus. Znaki DOŚWIADCZENIA. Nie mogę udawać, że ich nie widzę.

***”Czekaj!”. Słowo klucz.