O Eva Łaskarzewska

(Nie) idealna córka idealnego Ojca. Świadoma swoich pustych rąk i tego, że wszystko jest łaską. Wyznaje zasadę "ora et labora".

Wielki Post czy duchowa „naparzanka”?

(Mk 1,12-15) Zaraz też Duch wyprowadził Go na pustynię. Czterdzieści dni przebył na pustyni, kuszony przez szatana. żył tam wśród zwierząt, aniołowie zaś usługiwali Mu. Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię.


Wczoraj w nocy naszło mnie na rozkminy, czego ja tak naprawdę oczekuję od tego czasu. A dziś spojrzałam na to z zupełnie innej perspektywy – czego oczekuje ode mnie Ten, do którego ten czas ma mnie przybliżyć. Sterty nie ruszonych słodyczy, wymiksowania się z FB, jakiś innych postanowień? I na nowo uderzyło mnie, że nie chodzi o to, bym po Liturgii Wigilii Paschalnej dumnie spojrzała w moje wielkopostne postanowienia i odetchnęła „mission complete!”. Tu chodzi o coś więcej. O coś na co język grecki używa terminu metanoia – dogłębna, wewnętrzna przemiana, a raczej nieustający proces przemiany.
Wielki Post to nie kolejna duchowa „naparzanka” – 40 dni, gdy trzeba się sprężyć i zdobyć na chwilę heroizmu, walki, poświęcenia. Taka czterdziestodniową akcja udowodnienia, że „stać nas na wiele”. Znacznie trudniej o systematyczność i wytrwałość w jakimś działaniu.
Nie wiem jaki będzie ten czas. Może jedyna rzeczą, na którą będzie mnie stać to minuta modlitwy dłużej niż dotychczas. A może nawet i na to nie. To Jezus jest Panem tego czasu, nie ja i moje ambitnie postanowienia. Jego będę się trzymać. W każdy sposób. Po prostu.