O Eva Łaskarzewska

(Nie) idealna córka idealnego Ojca. Świadoma swoich pustych rąk i tego, że wszystko jest łaską. Wyznaje zasadę "ora et labora".

Duchowy CrossFit zafundujemy innym…

(Mt 9,14-15) Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie Jana i zapytali: Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś uczniowie nie poszczą? Jezus im rzekł: Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy będą pościć.


Lubię sport, ale gdy dowiedziałam się, co to CrossFit stwierdziłam, że na razie nie ma szans. Lubie biegać, ale na maraton zdecydowanie się nie nadaję. Jestem kibicem siatkówki, ale zupełnie nie przekonuje mnie piłka nożna. Skąd te zwierzenia?

Nigdy nie popatrzyłam na ta Ewangelię jako na „protest” przeciwko duchowemu równaniu do średniej. A nawet nie tyle do średniej, co do nas samych.

Uczniowie Jana i faryzeusze chcieliby, by inni byli jak oni. Wystandaryzowani. Poszczący dużo. Ja też mam w głowie idealne scenariusze na życie innych.  Wiele razy dziwiłam się, że skoro ja dałam radę z pompejanką to czemu inni nie dają? Skoro ja znajduję czas, by być co dzień na Roratach, to czemu innym się nie chce?

Błąd, błąd, błąd!!!

Wielki Post to nie czas na duchowy CrossFit, gdy jestem na etapie 10 przysiadów dziennie. Tym bardziej to nie czas, by kogoś na taki CrossFit na siłę wysyłać.

To nie pora, by udowodnić sobie i innym, że JA POTRAFIĘ przeżyć bez słodyczy, FB, serialni… Tu nie chodzi o JA POTRAFIĘ, JA SIĘ ZAPARŁAM, JA POSTANOWIŁAM. Nie ma sensu mądrzenie się, jakie to ambitne postanowienia sobie wybrałam.

Na nowo odkrywam, że ten czas to ogromna łaska wspomagana różnymi formami, które mogę wybrać, ale nie muszę. A tym bardziej nie mogę ich narzucić innym.

Nie róbcie z Miłości kajdanów!