O Eva Łaskarzewska

(Nie) idealna córka idealnego Ojca. Świadoma swoich pustych rąk i tego, że wszystko jest łaską. Wyznaje zasadę "ora et labora".

Powrót

81-palce-trzech-kumpliObejrzałam film. Ba, głupiutką komedię romantyczną – „Listy do M”. I w tej całej jej sztuczności i pięknej nierealności był jeden wątek, który gdzieś we mnie mocno rezonuje.

Jest para zamożnych ludzi. Z wierzchu szczęśliwe małżeństwo, po zdrapaniu pierwszej warstwy farby ludzie, którzy nie potrafią odnaleźć się po stracie dziecka. Coś pękło, skończyło się. Umarło z ostatnim oddechem niemowlęcia. Aby jakoś przetrwać zbudowali fasadę konwenansów, łagodności, schematów, odcieni szarości (dosłownie i w przenośni). Jest poprawnie, grzecznie i zamiecione pod dywan. Wypieramy. I nagle w to wszystko wdziera im się dziecko, zupełnie przypadkowe, zupełnie do nich nie pasujące, zupełnie.. Ktoś, kto wnosi na początku strach, opór, zadziwienie. I zmiany  w uporządkowanym świecie.

I tak sobie myślę, że wystarczy nie bać się wpuścić kogoś do swojego życia. Pozwolić być może w nieszablonowy sposób w nie wejść. Nawet, gdy w pewnym momencie czuje się, że cegła po cegle rozwala to, co się misternie budowało. Schematy, pancerze, mury obronne. Nawet, gdy subtelne i niesubtelnie robi coś, co jest dla nas trudne. I gdy w pewnym momencie orientujesz się, że już za późno na krok w tył. Za późno na jakąkolwiek ucieczkę. Wtopiłeś. Zaufałeś. Oswoiłeś się. Włożyłeś rękę w rękę w trudnym momencie.

Ktoś wszedł i zmienił nasze życie.
Życzę Wam takich ludzi.

Sobie też!